Presety do Lightroom. Czyli jak zostać fotografem w 3 kliknięcia?

Presety do Lightroom to jeden z tych wynalazków, którymi internet jest dosłownie zalany. Każdy je robi, każdy je sprzedaje, każdy mówi, że są „unikalne”, „filmowe”, „magic light vibe edition vol. 2”. Tylko jakoś dziwnym trafem – po ich zastosowaniu, 98% zdjęć wygląda jak z tej samej imprezy influencerskiej w Tulum.

I teraz pytanie: czy te presety naprawdę są takie dobre? Czy po prostu sprzedają marzenie, że każdy może być fotografem roku… o ile przesunie dwa suwaki?

Co to w ogóle jest preset?

Preset to zapis ustawień kolorystycznych w Adobe Lightroom. Czyli filtr, który możesz nałożyć na swoje zdjęcie. Tyle że zamiast jednego kliknięcia na „Valencia” w Instagramie, tu masz milion suwaków zrobionych za Ciebie. Ekspozycja, kontrast, krzywe, balans bieli, split toning, clarity, vibrance, tekstura – wszystko ustawione tak, żeby niby zdjęcie wyglądało lepiej.

I to działa. Czasami. Ale jak z chipsami z Biedry – smak intensywny, ale po czwartym opakowaniu czujesz, że coś tu jest nie tak.

Dlaczego ludzie je kupują?

Bo wszyscy chcą szybko i łatwo. Bo chcą zdjęcia „jak z Pinterestu”, bez nauki, bez zrozumienia światła, bez zastanawiania się nad kolorem skóry, histogramem i tym, że nie każde zdjęcie da się uratować presetem. Bo chcą „ten look”, który widzieli u kogoś na Insta, nie zdając sobie sprawy, że to nie preset, tylko światło, sprzęt, modelka, makijaż, pogoda i dwie godziny edycji ręcznej.

Ale hej – łatwiej sprzedać plik .xmp niż nauczyć ludzi, jak działa obróbka. Oczywiście zerknijcie na te gotowe presety do lightrooma https://www.ledzinski.pl/lightroom-presets-mobile/ a następnie sami zdecydujcie.

Kiedy preset jest pomocny, a kiedy robi z Ciebie klauna?

Pomaga, gdy:

  • masz już dobre zdjęcie i chcesz nadać mu spójny klimat

  • ogarniasz Lightrooma i traktujesz preset jako punkt wyjścia

  • potrzebujesz szybko zrobić korektę dużej serii (np. ślub, event)

Robi z Ciebie klauna, gdy:

  • wrzucasz preset z egzotycznej sesji plenerowej na zdjęcie z pokoju dziennego w bloku

  • myślisz, że preset rozwiąże problem złego światła, przepalonej skóry i ostrości na ścianie zamiast na twarzy

  • ładujesz „moody forest 3” na zdjęcie z Kołobrzegu w pełnym słońcu

Co gorsze? Źle zrobione zdjęcie czy źle nałożony preset?

Źle nałożony preset. Bo złe zdjęcie czasem przynajmniej jest szczere. A źle nałożony preset to jak kiepski cover piosenki – niby zna się melodię, ale aż boli.

Czy warto kupić presety?

Tak. Ale z głową. I tylko wtedy, gdy:

  • wiesz, kto je zrobił i masz zaufanie do jego stylu

  • widzisz efekty na różnych rodzajach zdjęć (jasne, ciemne, kolorowe, czarno-białe)

  • nie masz złudzeń, że po kupieniu „Cinematic Forest Presets” Twoje foty nagle wskoczą do Vogue

A może zrobić swoje?

Tak. I to będzie lepsze niż 99% gotowców. Bo będziesz wiedział, co robisz i dlaczego. Nie wklejasz, tylko tworzysz. A to różnica taka, jak między gotowym burgerem z paczki, a tym, co zrobisz sam – nawet jeśli krzywy, to Twój.


Presety to nie zło. Ale też nie są świętym Graalem. Dla jednych to narzędzie, dla innych plaster na brak wiedzy. A prawdziwa obróbka zdjęcia nie zaczyna się od presetu – tylko od myślenia. Takiego realnego, nie „mindful”.

Chcesz jeszcze jeden tekst o tym, jak wyglądają najczęstsze błędy w używaniu presetów albo jak zrobić własne presety krok po kroku – daj znać. Albo nie. Zdecyduj sam. Tak jak ze zdjęciami.

Czytaj kolejne